Tak się stało w tym roku, że obydwie nasze Dziewczynki wyjechały w tym samym czasie na kolonie. Ha, Zawodowa mama zaplanowała wakacje. Ba, nawet była doba, że byliśmy sami z D. – bez n i k o g o. Achhhh, jakie mieliśmy plany, chata wolna, miała być kolacja, kino, spacer, i wyjazd na moto w ładne miejsce i ….w końcu doba była za krótka – to były moje/ nasze plany… Plany Góry były takie, że dobę dochodziliśmy do siebie po sytuacji, którą zostaliśmy zaskoczeni zaraz po Ich wyjeździe: Jedna z naszych M wyjeżdżała jako dziewczynka nasza Kochana, a mamy witać ją za dwa tygodnie jako Kochaną Zbuntowaną Nastolatkę ….echhh. 
Nowe doświadczenie, ogromna dawka emocji, ale też wdzięczność, bo nowa sytuacja, bo ogarnęliśmy z D, bo nie zmiotło to nikogo z powierzchni ziemi. A moje pyszne myślenie, że wiedzę na temat tinejdżersów po osiemnastoletnim już M. mam ogarniętą, upadło i okazało się, że Tinejdżer to jest jeden kosmos, ale Tinejdżerka to jest dużo różnych planet do ogarnięcia przez Matkę i Ojca, a i jeszcze Osobom Bliskim robota do zrobienia się dostanie. 

Ostatnie miesiące roku szkolnego bardzo mnie zmęczyły, koniec mojej szkoły, zawirowania szkolno – emocjonalne Jednej, długie chorowanie Drugiej i ja z nimi praktycznie non stop od 6 tygodni…


Karteczka z grafiką mojej M. przypomina mi o codziennym dobrostanie i "pakiecie must have" 

Mam swoje zajęcia, i miejsca do umknięcia na chwilę odpoczynku, ale głowa jest zawsze przy dzieciakach, szczególnie jak coś im się dzieje i to wymęcza mnie okrutnie. Do tego stopnia, że zaczęło mi brakować co ważniejszych –nin. Czyli serotoniny i melatoniny, a finał każdy zna, nie będąc nawet wróżką Amelią. Padłam…nawet widoki niedawne Portugalii, Hiszpanii nie chciały się tak łatwo przywoływać oczyma duszy, co zawsze gwarantuje sukces serotoninowo/ dopaminowy. 

I po to moje Lejdis wyjechały w tym samym czasie na kolonie, bo ja po prostu musiałam znowu oddalić się, zdystansować, pobyć sama w najlepszym często dla mnie towarzystwie – siebie samej. 

Lekarstwem na wszelkie dolegliwości okazał się sen, zwolnienie tempa i tym samym dużo wolnego miejsca w głowie. Ile ja się naczytałam kiedyś, jak nauczyć się obniżać poziom stresu, jak umieć wypocząć, a może joga, a może medytacja z muzyką, bez, gongi. Medytacje świeckie mindfullness – kurs skończyłam dość niedawno, praktyka 10 minutowa, codzienna jednak nie wystarczyła…Moja zajęta stresem głowa powoduje, że większość ludzi przy mnie staje się potencjalnym niesprzymierzeńcem, mój kochany Mąż jest na podium wrogości, bo…jak by kochał to by coś zrobił, żebym się tak nie czuła, a on….jeszcze pojechał na swoje zajęcia….i zrobił tak naprawdę najlepszą robotę jaką mógł, czyli umknął moim jadowitym uwagom fruwającym jak meteoryty w ostatnim czasie. 

Ale dzieci wyjechały…

Dopiero spokój w domu, brak dzieci i spraw z nimi związanych, brak poczucia obowiązku skakania przy nich daje mi ciszę w głowie. To dopiero pozwala na spokojny sen, długi sen, wypoczynek. I nagle po dwóch nocach, od wyjazdu towarzystwa budzę się „nowa Ja – Lato 2019”, pełna energii, pomysłów i spokoju w głowie, który tak naprawdę jest moim „must have” potrzebnym do życia, tak jak powietrze, woda. Bez pakietu „must have” mam chaos w głowie, który mnie wykańcza i zabiera mi energię, siły. 

Tęsknię za Dziewczynkami, pewnie. Ale też wiem, jak ważny jest mój odpoczynek, książki, kawa na mieście, spotkania z moją BFF, która akurat w tym czasie jest w Warszawie, i mój wymarzony wyjazd, o którym zaraz pewnie będę pisała. La vita e’ bella……di nuovo. 

Kościół na placu Grzybowskim, Warszawa 

Chwileńka burzowa na Placu Europejskim 

P.S. Wymyśliłyśmy z moją A., że w kontrakcie rodzicielskim powinien być zapis: Rodzice mają prawo do miniumum dwóch razy po dwa tygodnie wolnego w roku (bez swoich ukochanych Pociech).