Lubię być i spędzać czas z moimi dziećmi, lubię być ich mamą, ale tak samo lubię być sama w domu, bez nikogo i mieć czas i miejsce na moje codzienne działania. „Moje działania“ to masa moich codziennych obowiązków, ale też rytuałów, i czynności przybliżających mnie do mojego zawodowego celu, to też moje pisanie, które tak jak nowo odkryte Dolomity i ferraty dają wolność i satysfakcję. 

Wakacje to jest czas kiedy przechodzę różne wzmożone, codzienne testy na asertywność, cierpliwość, tolerancję i wiele innych. Jestem z dziećmi w domu, albo na wyjazdach. Włączają mi się różne musie i powinności: muszę dziewczynkom organizować rozrywkę, Matyldę mam stymulować do lepszego rozwoju (bardziej, bo są wakacje i nie szkoły i zajęć), dla reszty rodziny być oparciem, wsparciem i Bóg jeden wie czym jeszcze. Normalnie czyli w trakcie szkoły tak już nie mam, ale wakacje to cały czas poligon doświadczalny. W wakacje wpadam w jakiś dziki pęd, bo wszystko muszę i powinnam....i ....padam. Zmęczona, sfrustrowana, bez możliwości „pomocy i wspomagania“ kogokolwiek o ile ktoś w ogóle tego w domu potrzebuje. A do tego zła na cały świat, bo przecież jakby kochali to by się domyślili....i pomogli w czymkolwiek. 

Matylda, Ola (moja bratanica) i Ja na pikniku w Dębkach

Dużo niepokoju mam w trybie wakacyjnym, bo jest inaczej niż mój dzień powszedni jak jest szkoła dzieciaków. Wtedy mam porządek, ciszę, dużo mojego towarzystwa, przewidywalność, nie jestem zaskakiwana, każdy dzień jest zgodny z jakimśtam, ale zawsze szablonem. Łatwiej mi wtedy znaleźć swoje pół godziny na posiedzenie ze sobą. Gdy nie mam porządku wokół mnie gubię się. Oczywiście mocno pracuję, aby zaprzyjaźnić się z nowym trybem, tłumacząc sobie, że to tylko na chwilę. Bo przecież nieludzkim jest bycie non stop nakręconą i na „stand by’u“.

I tak miotam się, pomiędzy kolejnymi posiłkami, wydzieranymi dla mnie godzinami, moimi treningami, odrabianiem prac domowych na moje przeróżne zajęcia, byciem kierowcą, zaopatrzeniowcem, byciem organizatorką wakacji w mieście i poza nim, piorąc i przepakowując kolejne walizki. 
(Jak wpadam w amok codzienności, pośpiechu, rodzi się w mojej głowie chaos – czyli odcięcie od rzeczywistości takiej jaka ona jest, a rodzą się lęki, zdupizmy itd. I jestem po prostu nieszczęśliwa).

Dzisiaj moja trenerka, Aneta, podczas ćwiczeń na siłowni zwróciła mi uwagę, że jakaś nakręcona jestem, zaczynam pięć wątków na raz, jestem mówiąco pędząca. I bam…złapałam.

Jestem wierna zasadzie, że jak stoję w miejscu to się cofam - więc jestem fanką ciągłego rozwoju i praktykuję go w różnych dziedzinach. A poza tym lubię się uczyć, rozwijać. Taki system bardzo mnie odmładza. Ciągły rozwój daje mi spokój, entuzjazm, radość, spełnienie, wolność – dla takich uczuć warto to robić i cieszę się, że mogę. 


Prace domowe z programu Zadbana Finansowa czekają na swoją kolej, popracowanie z panią Ewą też, kolejne tematy artykułów na rozwinięcie podobnie, pomysł na „chodzenie na jogę“, medytowanie, przeczytanie poleconych książek też....Bo przecież „nie mam czasu” w wakacje. 

Złapałam się na tym, że mam do tego frustrację, nerwa, i taki mały niepokoik z tyłu głowy, że znowu czegoś nie zrobiłam. Są wakacje i tyle miałam zaplanowane… Jak jestem bardziej przy dzieciach, przy domu, to tęsknię za popracowaniem, za popisaniem, postażowaniem dla 100 Pociech, jakie to szczęście i wdzięczność móc robić w życiu rzeczy, które lubię i dają frajdę. 

Dzisiaj przy śniadaniu zerknęłam na fejsika, a tam moja ulubiona specjalistka od Zadbania Finansowego napisała posta. To było drugie bam…z receptą na moje nie bycie nieszczęśliwą podczas wakacji. 

Czy ja mam za karę te piękne wakacje? Te Dolomity, Te Dębki, To morze ciepłe za chwilę, To wysypianie się do całej 8.00. albo i później, te dni gdzie czas przelatuje przez palce i nigdzie nie spieszymy się...., to, że mogę nie pracować, tylko być z dzieciakami i nie łatać czasu nianiami, babciami i tak na parwdę ten mój czas mieć? 
Dlatego za Justyną plan wybawienia z mojego bycia nieszczęśliwą na wakacjach jest taki, że bezwzględnie akceptuję , że do poniedziałku, 2 września tak jest i już. Bez rozdzielania materii na atomy, bez dorabiania teorii, użalania się, itd. 

Mam dzieci w domu, obsługuję moje Lejdis, ale też dostaję od nich mnóstwo: w końcu możemy pogadać, bo żadne zajęcia nie czekają, pośmiać się, uwielbiam ich poczucie humoru, jestem update‘ owana przez Mery co słychać w świecie Netflixa (tym do 16 roku życia) , jeżdżę po Europie i delektuję się naturą, z moją rodziną lub sama, jemy gofry, lody, Mc Donalda – bo na wakacjach jakoś lżej się zgodzić . Akceptacja rzeczywistości i wdzięczność za to co mam, a mam ogromnie dużo codziennie, daje mi spokój, ukojenie i ponowne połączenie z moim sercem. Wiem, że w trakcie wakacji mogę popracować/ popisać tylko chwilę – może będzie to godzina, a może dwie w ciągu dnia? Jak się uda super, jak nie to na bank w ciągu 2-3 dni przyjdzie czas i na to. 

Dlatego tak ważnym dla mnie jest mieć fajnych ludzi przy mnie, z pozytywną energią, i kochających życie, zawsze coś usłyszę, zobaczę co daje do myślenia i staje się lekiem na zbędne często rozkminy szalejącej głowy. 


Plaża, Dębki 

Łomianki